wtorek, 30 czerwca 2015

ZERWANIE WIĘZADŁA KRZYŻOWEGO PRZEDNIEGO (ACL) I USZKODZENIE ŁĄKOTKI: PRZED OPERACJĄ – ETAP I


Postanowiłem opisać całą swoją historię tej poważnej dla każdego sportowca kontuzji od samego POCZĄTKU, aż po zabieg, rehabilitację do pełnej sprawności. Mam nadzieję Że moja Historia zainteresuje wszystkich sportowców doznających podobnych urazów oraz pomoże innym tym którzy się z nią zmagają.

8 luty 2014      
Kilka tygodni przed zaplanowanym rozpoczęciem sezonu biegowego podczas turnieju w piłkę ręczną w którym biorę udział doznałem kontuzji kolana, od której wszystko się zaczęło. Podczas rzutu piłki na bramkę wysoko wyskakuję, rzucam, upadam na lewą nogę, która nie wytrzymuje ciężaru i zgina się nienaturalnie do środka, osi ciała. Upadam, ból jest przeraźliwy. Podnoszę się, i kuśtykając przechodzę poza linią boiska, gdzie znów się kładę nie mogąc wytrzymać z bólu. Podchodzą do mnie inni próbując mi pomóc. Podnoszę się jakoś na nogach i wtedy wiem że jest źle… . Jeden upadek, jedna niefortunna sytuacja i tyle przekreśliła.
Znaleźli się ludzie co przetransportowali mnie do szpitala, tam oczekiwanie wywiad, zdjęcie RTG które wykluczyło złamanie kończyny – ale nie pokazuje innych urazów – chociażby więzadeł w kolanie! Pan lekarz stwierdza – ( nie wiem jak ) naderwane więzadło poboczne. Dostaję szynę gipsową i do domu. Nie będę używał tutaj mocnych słów – ale to co się tam wydarzyło i jaką pomoc otrzymałem jest bulwersujące.

9 – 20 LUTY 2014
Pierwsze dni po kontuzji mijają dość spokojnie, ale mam wielkie trudności z poruszaniem. Jest ból, podwyższone ciśnienie w kolanie, płyn. Noga wygląda jak jedna wielka bania. Kilka razy w ciągu dnia chłodzę ją. Gdy było lepiej umówiłem się do kolegą fizjoterapeutą na wizytę. Podczas szeregu badań stwierdza, że mogłem sobie uszkodzić łąkotkę – co wychodzi później w postaci przeskakiwania ( słychać taki mały trzask ) kolana. Jestem załamany, ale nie poddaję się. Stwierdzam, że na razie nie będę się naprawiał – błąd.

MARZEC - WRZESIEŃ - 2014
Gdy tylko kolano wróciło do pełnej sprawności za pomocą kilku tygodni pracy rehabilitacyjnej postanowiłem wrócić do treningów biegowych – szaleństwo. Wydawało się że wszystko jest dobrze i powoli wracałem do dawnej dyspozycji. Uczestniczę w jednym, drugim, trzecim biegu osiągając super rezultaty. Po kontuzji psychicznie nie ma śladu, fizycznie jak się okazywało ona dalej była. W dalszym ciągu trenuję i startuję w biegach.
Podczas jednego z treningów wykonując ćwiczenia dodatkowe kolano po raz kolejny ucieka do wewnętrznej strony. To oznacza powrót bólu, obrzęku i problemu z chodzeniem. Wizyta u jednego ze „specjalistów” ortopedów stwierdza pęknięcie rogu w łąkotce, drugi przepisuję leki i śmieje się w twarz „ jak nie boli to nie ma co ruszać, a trzask spowodowany jest przez małą narośl”. Żaden nie stwierdza tej poważnej kontuzji – którą teraz ja rozpoznaję w mgnieniu oka. Specjaliści ? – Od siedmiu boleści!!!
Kolejna walka o powrót do treningów przyniosła skutek. 

WRZESIEŃ 2014
Oczywiście popełniłem ten sama błąd, wracając do treningów. Jednak najważniejszą imprezą dla mnie był debiut w maratonie podczas 41 Berlin Marathon, gdzie biegłem świetnie do 35 km na czas 2:55 ale problemy z nogami – skurcze i bóle sprawiły że ukończyłem z czasem 3:12. Sukces. Z taką kontuzją, o której jeszcze nie wiedziałem.

PAŹDZIERNIK 2014
Tydzień po ukończeniu maratonu zapisuję się na drogą wizytę u specjalisty od kolan w Szczecinie. Badanie trwa długo. Najpierw wywiad dopiero później badanie ruchu. Po nim lekarz mówi że nie ma dobrych wieści, wstępna diagnoza: że łąkotkę mam uszkodzoną – o której wiedziałem, a do tego krzyżowe przednie albo jest mocno elastyczne albo zerwane. Wychodzę z gabinetu smutny, przygnębiony załamany. Doskonale wiem co oznacza zerwanie krzyżowego. Przydarzyło się to wielu świetnym piłkarzom chociażby Kubie Błaszczykowskiemu. Dostaję skierowanie na rezonans magnetyczny. Oczywiście wszędzie kolejki.

STYCZEŃ 2015
Mimo fatalnej diagnozy nie poddaję się trenuję pod okiem trenera. Wyniki mamy coraz lepsze. Moje bieganie mocno poszło do przodu. Styczeń jednak to czas w którym zrobiłem i odebrałem wynik z rezonansu magnetycznego.

Diagnoza jak wyrok: całkowite uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego (ACL) i pęknięty tylny róg łąkotki. Wszystkie inne struktury nie dają złych obrazów. Miałem nadzieję, że jednak wstępna diagnoza lekarza się nie potwierdzi, a jednak. Zanoszę wynik do lekarza. On wyjaśnia mi co to oznacza i co teraz zrobimy. Dostaję skierowanie do szpitala, albo mam możliwość zrobienia to prywatnie, jednak przeraża mnie cena – około 12 tyś zł i rehabilitacja na własny koszt.
Niestety z racji że chodzę normalnie, ba uprawiam sport nie jestem  pilnie „potrzebujący” muszę czekać – 6 miesięcy na wolny termin. W szpitalu wyznaczam termin na: 30 lipca, który później udaje mi się przesunąć na 2 lipiec.

Operacja odbędzie się w Szpitalu Wojskowym w Szczecinie.

A CO ZE SPORTEM?
Lekarz radził, że niestety bieganie muszę odpuścić z racji dużych obciążeń kolan podczas uprawiania tego sportu. Zalecił inne, mniej obciążające sporty jak chociażby – rower, pływanie. Zakazuje sportów gdzie panuje ruch obrotowy – piłka kategorycznie odpada.

LUTY – CZERWIEC 2015
Staram się trenować od czasu do czasu. Dodatkowo do mojej codziennej aktywności dołożonych było wiele ćwiczeń stabilizujących i wzmacniających. W miesiącach maj – czerwiec chodziłem na siłownie by wzmocnić te partie mięśni, które poprawią moją sprawność przed i po kontuzji, a może i przyspieszą rehabilitację. Cały czas konsultowałem się z fizjoterapeutą.

PRZED OPERACJĄ:
Do  zabiegu pozostało niewiele już czasu. W czwartek pojawiam się w szpitalu, by następnego dnia rano przejść zabieg. Obecnie z nogą jest całkiem dobrze – nie odczuwam niestabilności, czasami jednak wewnątrz kolana pojawia się silny ból zwłaszcza gdy kolano się „zastoi” w jednej pozycji. Codziennie rano muszę nieco rozruszać nogę, by ból minął. Oczywiście nadal jest i czuję przeskok w kolanie.

Po tym wszystkim co już przeszedłem to z nadzieję patrzę w przyszłość – liczę i analizuję by jak najszybciej po operacji przystąpić do rehabilitacji. Chciałbym szybko wrócić do tego co naprawdę daje mi kopa. Trzymajcie kciuki!

Wiem, że wiele sobie sam jestem winien, ale taki już jestem. Nie odpuszczam dopóki nie widzę mocnego powodu by to zrobić. Tak się stało w przypadku tej kontuzji.


Jeśli macie jakieś pytania lub chcielibyście podzielić się swoją historią zerwanego więzadła, to zapraszam do komentowania. 

REZONANS MAGNETYCZNY
Wszelkie informacje, przygotowanie do badania, jego przebieg i cel znajdziecie na stronie:  http://drogadosiebie.pl/rezonans-magnetyczny/  
Zachęcam bardzo gorąco do odwiedzin i miłego czytania ! :)